Weteran wygrywa wielki tour

Czy czterdziestodwulatek ma prawo wygrać trzytygodniowy wyścig? Czy to możliwe, by kolarze znów tak bardzo przyspieszyli? Jakie są granice ludzkich możliwości? Vuelta a Espana zakończyła się niespodziewanym zwycięstwem weterana Chrisa Hornera, który po drodze, w imponującym stylu, wygrał dwa etapy i pobił kilka rekordów.

Aktualne artykuły o kolarstwie znajdziesz na moim blogu XOUTED.COM - Kolarstwo, Outdoor Pop

Amerykanin z ekipy RadioShack Leopard przyjechał do Hiszpanii z jasnym celem. Chciał wygrać klasyfikację generalną. Pozostali faworyci w przedwyściowych wypowiedziach o swoich szansach wyrażali się asekuracyjnie. Horner wprost mierzył w czerwoną koszulkę lidera, ale mało kto w to wierzył. Nie dość, że po czterdziestce kolarze zazwyczaj są już na sportowej emeryturze, to jeszcze w portfolio zawodnika z Oregonu miejsce w pierwszej dziesiątce wielkiego touru widniało tylko raz (9/10 miejsce Tour de France 2010)! Owszem, zwyciężał w tygodniowych etapówkach, owszem, zdarzało mu się jeździć naprawdę dobrze, ale mimo wszystko trudno było rozpatrywać go w kontekście innym niż walki o zwycięstwo na jednym z górskich etapów. Co więcej, w pierwszej części tego sezonu zmagał się z kontuzją kolana. Mimo to, choć bez “jedynki” na końcu numeru startowego, oznaczającej liderowanie swojej drużynie, Horner stanął na starcie Vuelty w dyspozycji życia.

Wydawało się, że w pierwszym tygodniu wyścigu faworyci dadzą się wyszumieć kolarzom, którzy później nie będą liczyli się w klasyfikacji generalnej. Jednak już od samego początku koszulka lidera przechodziła z rąk to rąk zawodników ze ścisłej czołówki. Vincenzo Nibali, Chris Horner i Nicolas Roche jechali aktywnie, pilnując by nie stracić zbyt wielu sekund na krótkich, lecz stromych finiszach pod górę. Bohaterem pierwszej części wyścigu był również Daniel Moreno, który upolował dwa zwycięstwa etapowe. Kolarzem, który najrówniej jechał w górach był jednak Horner. W unikatowym dla siebie stylu, większą część najtrudniejszych odcinków pokonywał stojąc na pedałach, notował najlepsze czasy z grupy faworytów.


Ostatnie kilometry wspinaczki na Alto de’l Angliru

Tak było do końca zmagań. Horner regularnie zyskiwał czas nad najgroźniejszymi rywalami. Vincenzo Nibali zdobył przewagę jedynie po jeździe indywidualnej na czas. W ostatnim tygodniu wyścigu Amerykanin był nie do zatrzymania. Na trzech ostatnich podjazdach: Pena Cabarga, Alto Naranco oraz Alto de’l Angliru złamał opór Nibalego i odzyskał prowadzenie w wyścigu. Włoch walczył do końca, na przerażającym stromizną Angliru przyspieszał przynajmniej pięć razy a i tak to Horner na mecie był przed nim.


Zobacz koniecznie galerię zdjęć z wyścigu w magazynie Cyclingtips

W tym miejscu zaczynają się kontrowersje. Na kluczowych wzniesieniach, zwłaszcza pod koniec wyścigu, gdy jego dyspozycja rosła, Horner notował rewelacyjne czasy. Na Pena Cabarga pobił rekord a na Angliru zanotował drugi rezultat w historii. Ponieważ w tym roku wśród kibiców i komentatorów niezmiernie popularną rozrywką jest szacowanie mocy generowanej przez zawodników, pojawiły się sugestie, że wyniki Amerykanina są na granicy ludzkich możliwości. W połączeniu z zaawansowanym - jak na wyczynowego sportowca - wiekiem oraz przebiegiem kariery, która nie obfitowała w wielkie sukcesy, od razu pojawiły się oskarżenia o doping. Sprawy nie ułatwił sam zainteresowany, który tuż po zakończeniu wyścigu (co ważne, zgodnie z regułami) zgłosił w systemie ADAMS zmianę miejsca pobytu, wsiadł w samolot i wrócił do Stanów. Przez to nie został dodatkowo skontrolowany przez urzędników USADA (Amerykańska Komisja Antydopingowa). I tu kolejna uwaga: kontrolerzy UCI (Międzynarodowa Unia Kolarska) kilkukrotnie pobierali od Hornera próbki podczas ostatnich trzech dni wyścigu, zatem chęć sprawdzenia go przez USADA to działanie ponadprogramowe.

Chris Horner był zdecydowanie najmocniejszym kolarzem tegorocznego wyścigu dookoła Hiszpanii. Dodatkowo jego jazda była bardzo efektowna. Tyle, że jego przewaga nad rywalami, choć jednoznaczna, była bardzo niewielka. Pokonani: Nibali, Rodriguez i Valverde kluczowe podjazdy pokonywali tylko odrobinę wolniej niż Amerykanin, także notując rewelacyjne czasy, generując wysoką moc i uzyskując świetny współczynnik mocy do masy ciała. Podobnie było podczas Tour de France (Chris Froome i Nairo Quintana, jadący też we Vuelcie Rodriguez) i Giro d’Italia (Nibali czy Carlos Betancur). Drużyna Hornera, Radioshack - Leopard ujawniła dane dotyczące mocy z jednego z pierwszych górskich etapów. W porównaniu z szacunkami kibiców, wartości są nieco niższe, choć nadal znakomite. Skoro Horner pojechał tak dobrze a tuż za nim znajdowało się jeszcze kilku zawodników, wniosek jest jeden. Vuelta a Espana, tak jak wiele innych wyścigów w tym sezonie, stała na rewelacyjnie wysokim poziomie sportowym. Jeśli więc mieć pretensje, to nie do Hornera a do całej grupy kolarzy, którzy odnoszą sukcesy na trasach najważniejszych imprez. Owszem, Amerykanin jest zdecydowanie starszy, ale z drugiej strony Rodriguez, Valverde, Evans, Basso czy Wiggins to sportowcy, których organizmy w teorii powinny mieć już podobnie słabsze parametry w stosunku do Nibalego, Quintany czy Froome’a.

Czy mamy znowu do czynienia z kolarstwem dwóch prędkości? Nie wiem. Na tle faworytów klasyfikacji generalnej, imponujący walecznością młodzi Francuzi (Barguil, Geniez i Ellisonde), wygrywający górskie etapy po długich ucieczkach, jechali bardzo powoli. Wolałbym jednak, by najpierw zamiast powszechnego stwierdzenia “wszyscy znów biorą!” pojawiało się pytanie “dlaczego tak szybko jeżdżą?”.

Krótkie komentarze wrzucam na facebooku - zobacz
Trwa ładowanie komentarzy...